• Wpisów:2086
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 10:22
  • Licznik odwiedzin:95 857 / 2958 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Jeśli spojrzysz w lustro, popatrzysz sobie w oczy i ujrzysz w nich szczęście, brnij w to dalej. Nie bierz pod uwagę oceny innych, ich zdania. To twoje życie, to ty masz być szczęśliwy. A jeśli to co teraz się dzieje sprawia, że taki jesteś to nie odpuszczaj.
 

 
Spójrz na siebie. Wyczerpana, szara, znudzona, zmęczona,
kompletnie bez energii. Oczy masz podkrążone, włosy nie ułożone.
Czy mam tylko takie wrażenie, czy nawet makijażu nie masz?
Naiwna, naiwna jesteś jak małe dziecko.
Dobra dla wszystkich, tylko gdzie tu miejsce dla Ciebie?.
Jestem pewien, że wystarczyłby jeden telefon, z którego
usłyszałabyś przygnębiony głos proszący o pomoc, a zrobiłabyś wszystko,
żeby mu/jej pomóc. Oddałabyś wszystkie ciężko zarobione pieniądze
jakby miały tej osobie pomóc. Oddałabyś wszystkie rzeczy materialne,
gdyby to przyczyniło się choć w najmniejszym stopniu to uratowania tej osoby.
Myślę, że zrobiłabyś wszystko byle tylko nie zawieźć tej osoby.
Tylko po co, powiedz mi po jaką cholere tak się starasz?!
Rozejrzyj się dookoła. Ilu masz przyjaciół?
Proszę, nie próbuj mi ich wyliczyć, bo przecież stoję teraz obok Ciebie
i widzę to co ty - nikogo tu nie ma!
Proszę Cię, otwórz oczy!
Po co, po co się strasz, po co walczysz o ludzi,
dla których jesteś tylko jednym z kół ratunkowych, które może nigdy się nie przydadzą,
ale zawsze warto jakieś mieć w zanadrzu.
Ile razy pomogłaś? A ile razy Tobie pomogli?
Wiem, że nie jesteś osobą dumną. Wiem, że nie uważasz, że jesteś
wstanie wszystko zrobić sama i że czasem chcesz by ktoś wsparł Cię.
Ale jeszcze nikt, nawet nie zasugerował ci dobrej drogi, choć nie dla jednego
twój problem był błahy, z którym poradziłby sobie w kilka minut,
mimo to Ci nie pomógł. A wiesz czemu? Bo mu się nie chciało, po prostu.
A ty? A ty wypruwasz sobie żyły, nie przesypiasz nocy, zawalasz szkołę,
zaniedbujesz siebie, wywracasz swój świat do góry nogami po to by kogoś uszczęśliwić,
a później ten ktoś nie ma nawet czasu odpisać ci na wiadomość, a złożenie jakiegoś
banalnego zdania zajęłoby mu tak naprawdę nie więcej niż dwie minuty.
Co gorsza, Ci twoi jak ich nazwałaś "przyjaciele" nie mają w sobie
ani krzty wdzięczności i absolutnie nie czują się w żaden sposób
zobowiązani do tego by jakoś wynagrodzić Ci to co poświęciłaś dla ich dobra.
Naprawdę? Nie widzisz tego?
Ile razy, ile razy musisz dostać kopa od życia, żebyś w końcu zrozumiała,
że nie warto, nie dla kogoś, kto przypomni sobie o Tobie, jedynie gdy będzie potrzebował pomocy.

 

 

"-Pięknie wyglądasz.
-Dziękuje, ty też.
-Co u Ciebie słychać? Dawno Cię nie widziałem, dawno nie rozmawialiśmy.
-To prawda, trochę czasu upłynęło. U mnie dobrze, chyba nawet bardzo dobrze. A u ciebie jak? Ustabilizowało się?
-Tak, jest w porządku. Jesteś tu sama?
-Nie. Pilny telefon służbowy- wzrokiem poprowadziła w stronę swojego partnera.
-Czyli to prawda? - Zapytał z lekkim zawodem.
-Czekałam aż o to zapytasz. Ale tak, to prawda.
-Nigdy bym się tego po tobie nie spodziewał, po każdej, ale nie po tobie.
-Nie rozumiesz... - spuściła wzrok.
-Czego nie rozumiem? Wytłumacz mi.
-Nie znasz go. Jest naprawdę wspaniałym człowiekiem.
-Kochasz go? - wnikliwie zapytał. Niepewnie spojrzała mu w oczy, w których dostrzegł odpowiedz na swoje pytanie, mimo to chciał to usłyszeć- A więc? Kochasz go?
-Jestem z nim szczęśliwa - pewnie odpowiedziała.
-Ale czy go kochasz? - zdenerwowany troskliwie zapytał ponownie.
-Kocham to co mi daje. Kocham życie jakie mi daje, kocham budzić się rano, kocham żyć tak jak on mi na to pozwala. Kocham tą perspektywę i możliwości jakie mam dzięki niemu. Daje mi wszystko czego potrzebuje, nawet więcej. Niczego nie wymaga. Przy nim czuję się bezpieczna, doceniona, wartościowa. Dzięki niemu jestem szczęśliwa.
-A miłość? -zadał kolejne pytanie ze zdziwieniem.
-Miłość nie ma tu znaczenia.
-Zmieniłaś się. Kiedyś miłość była dla Ciebie najważniejsza.
-To prawda, ale do czego mnie doprowadziła? Kiedyś kochałam Cie, i co mi to dało?
-Masz rację, przepraszam - tym razem od spuścił wzrok.
-Nie jest mi obojętny - zapewniała.
-On Cię kocha.
-Mam nadzieję, że ja go kiedyś też pokocham. Bo na to zasługuje. "
 

 

-Kochasz go?
-Jestem z nim szczęśliwa.
-Ale ja nie o to zapytałem. Zapytałem, czy go kochasz?
"-To nie jest istotne.
Przy nim czuję się bezpieczna. Czuję, że żyje. Że mogę wszystko. Przy nim czuję, że jestem wolnym człowiekiem. Że wszystko może się zdarzyć i to jest cudowne, wiesz?
Gdy się budzę przy nim, wiem że to będzie dobry dzień. Nie wiem co ma w sobie takiego, ale zawsze potrafi poprawić mi humor. W sumie nie pamiętam, żebym kiedykolwiek miała gorszy dzień będąc z nim. Z niecierpliwością czekam na każde spotkanie z nim. On sprawia, że jestem szczęśliwa, rozumiesz? Jest wspaniałym człowiekiem.
-A miłość, w którą tak strasznie wierzyłaś od dzieciństwa?
-Może przyjdzie z czasem.
-A co jeśli przyjdzie, ale w postaci innego mężczyzny? Co wtedy zrobisz? Tak po prostu odejdziesz od niego, od tego jak to mówiłaś Wspaniałego Człowieka? Zostawisz go z niczym?
On Cię kocha i nie jest w stanie wyobrazić sobie życia bez Ciebie. A ty, wyobrażasz sobie, że go nie ma?"
 

 
Umiał dotykać...
Pamiętam jak lekko, koniuszkami palców, po raz pierwszy, delikatnie przejechał po mojej dłoni, patrząc tak bezpośrednio mi w oczy. To był tylko niezobowiązujący, zwykły dotyk, a już miałam 'ciary' na całym ciele.
A gdy nocą, subtelnie, swoimi męskimi dłońmi odkrywał moje ciało, z zamkniętymi oczami marzyłam by nigdy nie przestawał. Czułam się taka krucha, ale bezpieczna.
W jego objęciach, z których nie chciał mnie wypuścić, czułam się wyjątkowa.
A gdy przypadkiem nasze dłonie straciły ze sobą kontakt, szybko, z ogromnym zaangażowaniem
znów je ze sobą łączył. Całą noc, całą noc trzymał mnie, tulił, obejmował, tak jakby bał się, że ktoś mnie weźmie, ukradnie.
W jakimś stopniu chciał bym była jego własnością, a co dziwne mi to nie przeszkadzało.
Uwielbiałam opierać głowę na jego klatce piersiowej. Wsłuchiwałam się w bicie jego serca, dopiero wtedy, spokojnie zasypiałam w jego ramionach.

Wszystko pisane w czasie przeszłym. Nie żałuje.
Nie żałuję, że nie w teraźniejszym.

 

 

"Nie myślę o niej codziennie. Nie utrzymuje z nią większego kontaktu nacodzień.
Nie wspominam tego co razem przeżyliśmy. Nie rozpamiętuje przeszłości.
Dobrze mi się żyję, mimo że bez niej.
Ale, gdy już ją spotkam, nie chcę się z nią rozstawać.
Mam zawsze tyle jej do opowiedzenia, a czasu mamy tak niewiele.
Uwielbiam ją spotykać, przypadkiem.
Choćby nie wiadomo co, ona zawsze patrzy na mnie z wiarą, nigdy we mnie nie wątpi.
Choćbyśmy nie mieli ze sobą kontaktu przez rok, a potem przypadkiem się spotkali,
to wiem, że zawsze mogę na nią liczyć. Zawsze mnie zrozumie i wesprze.
Każdy z nas poszedł w swoją stronę.
Każdy zaczął swoje życie.
Ale ja wiem, że zawsze będziemy mieli się w sercu, zawsze będziemy częścią
swojego życia."
 

 

W nocy najbardziej...najmocniej...
Po całym, ciężkim dniu, kładę się do łóżka- marzyłam o tym momencie cały dzień.
Wydaje mi się, że gdy tylko przyłożę głowę do poduszki, przymknę oczy to zasnę.
Mylę się...
Tak ciężko mi bez ciebie obok.
Miotam się, kręcę, nie mogę, nie potrafię się ułożyć.
Przy tobie było inaczej.
Tak ciepło mnie otulałeś, tak delikatnie dotykałeś.
Wtedy tak jakby stanowiliśmy całość. Oddychaliśmy jednym tempem,
nasze serca biły jednym rytmem.
Teraz tęsknie, bardzo.
Najbardziej w nocy, najmocniej...
 

 

"Sobotnia impreza. Klub już pełen. Stoję z kumplami, trzymając w jednej ręce pokal z piwem, a w drugiej papierosa. Patrzymy na laski, które na pewno nie są nieśmiałymi, wstydliwymi córeczkami tatusiów. Kręcą się, wyginają, przyciągają uwagę. Zagryzają wargi, przeczesują dłońmi włosy, patrzą w oczy, kuszą. Ale ja tylko patrzę. Mógłbym podejść, nie jedna byłaby tej nocy moja, ale nie chcę. I nagle wchodzi ONA. W wysokich butach, seksownej, ale nie skąpej sukience. Piękna, przepiękna, najpiękniejsza. Wszyscy mężczyźni nie mogą oderwać od niej wzroku, nawet Ci którzy przyszli z dziewczynami. Kobiety z zawiścią patrzą na nią, czując zagrożenie. A ona jak dama, idzie, pewnym krokiem, wyprostowana, ponętna. Nie dokończyłem papierosa, ale już go gaszę, a piwko odkładam. Podchodzi do mnie, delikatnie dłonią dotyka mojego policzka, zaciągam się jej uwodzącym zapachem, całuje mnie w usta. I już wszyscy w tym lokalu wiedzą, że ona jest moja, a ja jestem jej. Choć jak to mówią: "to nie kwestia posiadania" .
 

 

Dwa razy... dwa razy cierpiałam. Dwa razy kochałam.
Dwa razy inaczej, ale zawsze całym sercem.
Niektórzy mówią, że byłam naiwna.
Inni, że po prostu zakochana.
A mi się wydaje, że każdy zakochany jest w pewien
sposób naiwny. Bo uczucia, które go dotknęły są
tak intensywne i piękne, że chcę się wierzyć, że są prawdziwe.
Choć nie było mi łatwo, nie żałuje.
Bo trzeba być głupcem, żeby żałować tak cudownie spędzonego czasu,
mimo iż nie trwał wiecznie.

  • awatar levander: Wszystko co nam dane, dane na jakiś czas. A każdy z tego element, buduje nas i dopełnia...
  • awatar Gość: Ja mam przeciwnie - żałuje wszystkiego, co sie kończy; żałuje wtedy, gdy sie skończy, ze sie kiedykolwiek zaczęło, ze rozbudziło nadzieje, które tak boleśnie umierały - i długo pluje sobie w brodę, ze byłam tak niesamowicie głupia, aby to wszystko zaczynac, tak bardzo naiwna, aby w kogos drugiego uwierzyć, choć nie dawał ku temu żadnych podstaw....; aby zaczynać cos, co sie skończyło w czyimś sercu i ugodziło mnie zatrutą strzałą... Wiem, gdzie popełniłam błąd, bardzo wiele błędów - wiem, ze jestem przeklęta i na zawsze pozostawiona sobie samej, nikt mi nie pomoże juz w niczym - wiem...
  • awatar Shanel: Prawdziwe...:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

"-Zadaj sobie pytanie. Kogo tak na prawdę potrzebujesz, na kim Ci zależy. Komu zależy na Tobie, kto o Tobie pamięta. Kto jest dla Ciebie ważny, dla kogo Ty jesteś ważna. Kto przy Tobie jest, na kogo możesz liczyć. Wtedy okaże się, ilu masz przyjaciół. Nie zdziw się jak okaże się, że z całej garstki pozostaną jednostki."
  • awatar vite passate Δ: trzeba odpowiedzieć sobie jeszcze na to pytanie z czystym sercem..i bez owijania w bawełnę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

"Przestań się obwiniać! Ty na prawdę zrobiłaś wszystko co mogłaś. Jestem pewna, że gdybym ja była w takiej sytuacji, to nie wpadłabym na te wszystkie pomysły jakie ty miałaś. Nie wolno Ci zarzucać sobie, że nie walczyłaś. Walczyłaś! Tylko teraz musisz zrozumieć, że nie zawsze osiągamy to czego chcemy. Nie zawsze wygrywamy. Ale spójrz, czasami przegrywając paradoksalnie wygrywasz więcej. Zdaje sobie sprawę jak może być ci cholernie ciężko, a mi łatwo się mówi. Ale mogę Ci to obiecać, że nie zawsze tak będzie. Tylko powinnaś uwierzyć w siebie, w swoją wartość i unikatowość."
 

 

"-Młoda, od kiedy ty tak dużo palisz?
- A czy jak odpowiem, że to przez życie, nie wyśmieje mnie Pan?
-Czemu miałbym Cie wyśmiać?
-Jest Pan dorosły. Ma żone, dzieci... To Pan może mówić, że przez życie. To Pan może mieć prawdziwe problemy. A ja? Dwudziestoletnia dziewczyna,jakie mogę mieć problemy, mając przed sobą tak naprawdę całe życie. Czy nie pomyśli pan tak?
-Nie. Wiem, że czasami jestem gruboskórny. Ale nie pomyślałbym tak, bo wystarczy na Ciebie spojrzeć.
-To znaczy?
-W każdym wieku można mieć problem. Prawda, czasami wydaje nam się, że jest on najcięższy, nie do rozwiązania. Ale tak naprawdę czy jest on poważny czy nie widać po nas, po naszym zachowaniu, po oczach. I ja widzę, że coś cię męczy i nie daje Ci spokoju. Próbujesz zachować pozę, uśmiechasz się, ale Twoje oczy się nie śmieją. Nie jesteś głupią nastolatką, która wyolbrzymia swoje małe kłopociki. Jesteś dojrzałą, młodą kobietą, która ma jakiś problem, to widzę.
-Myślałam, że dobrze udaje.
-Bo tak jest. Ale ja potrafię zobaczyć odrobinę więcej niż większość. Potrafię dostrzec cierpienie. Ale Młoda, pamiętaj, że czas leczy rany!
-Tak, tylko ile musi go upłynąć, żeby było lepiej.
-Tego nikt nie wie. Ale nie warto pchać się w używki. To nie pomoże, może i znieczuli trochę to co czujesz, ale tylko na chwilę. Nie rozwiąże twoich problemów. Jesteś jeszcze bardzo młoda, ale też jesteś bardzo mądra i wierzę, że poradzisz sobie z tym z czym się borykasz. Bo jesteś silna, wyjątkowa, piękna i mądra. Nigdy o tym nie zapomnij!"
 

 

Znasz sposób na znieczulenie bólu?
Nie musi on zniknąć, ustać... po prostu niech straci na sile.
Nie oczekuje cudu, dlatego nie liczę, że ustąpi.
Niech będzie odczuwalny, ale nie aż tak jak teraz jest...
Kiedy najbardziej boli? Właśnie teraz.
Gdy jest już ciemno, gdy nie ma nikogo, głucho, cicho.
Gdy znów zostaję sama, rozglądam się w okół i dostrzegam, że każdy kogoś ma, każdy prócz mnie.
Wiesz, przez chwilę wydawało mi się, że szczęście się w końcu do mnie uśmiechnęło, ale niestety to było tylko chwilowe...
Próbowałam już chyba wszystkiego.
Na przekór swojemu trudnemu charakterowi, otworzyłam się nawet i podzieliłam tym co czuję
(zazwyczaj tego nie robię, w sumie nigdy nie mówię o swoich uczuciach).
W ten sposób liczyłam na jakieś rozwiązanie, chociażby na jakiś czas.
Niestety nie udało się. Ale wypowiedzenie wszystkiego tego co czuję i co myślę sprawiło, że stałam się tego bardziej świadoma. Trochę mnie to przeraziło. Przeraził mnie fakt, jak szybko stał się on dla mnie kimś wyjątkowym, jak w zawrotnym tempie owinął mnie w okół palca i jak w krótkim czasie zmienił mnie i moje życie...
Jest trzecim chłopakiem, przez którego w nocy, zakryta po sam noc kołdrą- płaczę.
Ale jest jedynym, który dał mi poczucie bezpieczeństwa.
Tylko w jego ramionach czułam się wyjątkowa, jedyna, jego i tylko jego.
może dlatego to tak boli...
Wiem, że kiedyś całkowicie zniknie ten ból, ale na to potrzeba czasu i to sporo,
a ja nie jestem pewna jak długo będę jeszcze w stanie to wytrzymać...
Wiem, że mnie zranił i nie powinien mnie tak potraktować,
ale wiem także, że nie mam do niego o to żalu.
Wybaczyłabym mu wszystko.


 

 
Płace. Wciąż płacę za dobroć, którą okazuje innym.
Nie wiem co mam w sobie takiego, że po upływie pewnego czasu ludzie otwierają się przede mną i ukazują swoje prawdziwe obliczę. Nie wiem co mam w sobie takiego, że przyciągam do siebie ludzi, którzy swoją prawdziwą twarz maskują na co odzień. Niesamowite jest poznawać kogoś, kogo wydało nam się, że znamy bardzo dobrze. Ale niestety odbija się to na mnie, bo wiem o czymś, czego nikomu innemu nie powiedzieli. Tym samym staje się świadoma, że zaufali mi. Zdradzają mi swoją tajemnice, która mnie często przerasta, z którą nie mogę sobie poradzić. A gdy już wiem o wszystkim, nie potrafię tego zostawić. Serce rozkazuje mi pomóc. Tylko jak?
Znów się zadręczam... bo nie potrafię mu pomóc, a jednocześnie nie potrafię odpuścić.
Co jest ze mną nie tak?

Chciałabym po prostu mieć kogo chwycić za rękę podczas niedzielnego spaceru. Mieć w kogo się wtulić w te już jesienne zimne noce. Mieć dla kogo wstawać rano by zrobić śniadanie, bo samemu to nawet nie ma ochoty się jeść...
 

 

Nie ważne ile obietnic się daje, jeśli coś nie ma szansy bycia i tak przestanie istnieć.
A jeśli jest coś prawdziwego i wyjątkowego, to nie potrzebuje danych słów,
bo pozostanie na zawsze.

 

 

Wróciłam do pisania.
Cieszę się bardzo z tego powodu, bo daje mi to dużo radości.
Jestem w trakcie pisania i nie chcę zdradzać o czym tym razem będzie moje opowiadanie.
Jedyne co wam mogę napisać to, że nawet jeśli będzie wam się wydawać podczas czytania, że to kolejna oczywista opowiastka, to uwierzcie mi jeszcze jestem w stanie was zaskoczyć.
Oczywiście cały praca podzielona będzie na części, ponieważ wydaje mi się, że tak będzie się lepiej czytało. Już niedługo wstawię pierwszą z nich.
Proszę o cierpliwość.
Gorąco pozdrawiam Christina Maria Victoria.
 

 
Rozmawialiśmy przez telefon. Omijałam tematów dotyczących mojego samopoczucia, bo znów było na krawędzi.
Próbowałam udawać, że wszystko jest okej. Bo ja nigdy się nie skarżę, nigdy nie mówię o tym jak się czuję. Ja nie mam w zwyczaju po prostu się zwierzać i kogoś obarczać swoimi kłopotami.
W takie dni jak dziś, zaszywam się pod kocem. Albo uciekam w samotność, kompletną głusze. Wychodzę z domu i idę przed siebie ze słuchawkami w uszach. Nie dziele się tym co czuje i co mnie trapi. Nauczyłam się sama rozwiązywać swoje problemy, liczyć tylko na siebie. I tak też miało być tym razem.
Chwilę po odłożeniu słuchawki, mniej niż pół godziny, zjawił się w moich drzwiach. Przyznam szczerze, że nie byłam zachwycona, ale on nie odpuszczał. Kazał mi wstać i udać się z nim na spacer. Twierdził, że takiej pogody nie możemy zmarnować. Nie chciałam mu robić przykrości, więc się zgodziłam. I lepiej zrobić nie mogłam.
Zawsze wydawało mi się, że dobrze robię skazując się tylko na swoje towarzystwo w takich chwilach, a teraz widzę, że jest lepsze rozwiązanie.
On stał się lekiem na mój każdy zły dzień.
Poczułam jego obecność i to, że mu naprawdę zależy.
Ja naprawdę poczułam, że on jest i, że mogę na niego liczyć.
On nie pojawia się, tylko gdy czegoś potrzebuje,
nie bywa tylko gdy ja go potrzebuje.
On jest, zawsze i nic w zamian nie oczekuje.
I za to mu z szczerego serca bardzo dziękuje.


 

 

Dobra bądźmy ze sobą szczerzy. Jesteśmy ze sobą cholernie szczęśliwi. I tyle.
 

 

Wiesz... chciałabym kiedyś, za kilka lat, dobrych lat, przypadkiem cie spotkać.
Wracając z zakupów, ze spaceru z dziećmi, z spotkania biznesowego, wizyty u kosmetyczki
lub obojętnie z czego innego, minąć cie na chodniku, albo dostrzec cie w oddali.
Gdybym cie rozpoznała uśmiechnęłabym się, szeroko, szczerze, oczami.
Gdybym miała chwilę, a na pewno w takim momencie bym ją znalazła podeszłabym do ciebie
i mocno przytuliła. Ucałowałabym cie w policzek, chwyciła za ręce i wyszeptała:
"Cieszę się, że cię widzę."
Może poszlibyśmy na spacer. Zapomniałabym na ten moment o całym świecie, o obowiązkach
i planach. Liczyłbyś się tylko ty. Usiedlibyśmy na ławce, na krawężniku, gdziekolwiek.
Byłabym wpatrzona w Ciebie jak w obrazek, wsłuchana jak w melodie ukochanej piosenki.
I wciąż bym się uśmiechała.
I chciałabym usłyszeć od ciebie, że wszystko u ciebie w porządku, że się jakoś poukładało, że jesteś szczęśliwy.
A na koniec powiedziałabym Ci, że byłeś dla mnie znacznie ważniejszy niż mogłeś to sobie wyobrazić.
 

 

Niedziela- miły, rodzinny dzień poprzedzający poniedziałek- jeden z najbardziej znienawidzonych dni tygodnia przez większość ludzi. Z jednej strony niedziela jest częścią ukochanego przez wielu weekendy, z drugiej strony jest przygnębiającym dniem przypominającym, że jutro trzeba znów rano wstać i iść do szkoły/pracy.
Moja niedziela była cudowna, przepełniona szczęściem, ciepłem i Tobą.
Spędziliśmy tyle czasu razem ile tylko mogliśmy go sobie poświęcić, jednak czuje mały niedosyt.
Ale ja zawsze będę go czuła, bo TEGO, NAS, CIEBIE nigdy nie będę miała za dużo, nigdy nie będę miała dosyć.
Nie na tulę ciebie na zapas, nie skradnę pocałunków na potem. Muszę cieszyć się chwilą.
Patrze na Ciebie i się uśmiecham. Czytasz co piszę i uzupełniasz moje słowa.
Jutro Ty wrócisz do pracy, a ja do szkoły, ale nie martwię się tym. Bo wiem, że znów nadejdzie taka chwila, kiedy będziemy tylko dla siebie. Już nie mogę się doczekać.
 

 

Kwiecień. Jest piękny, ciepły, słoneczny kwiecień.
Łatwo nie jest. Ale osiągnięcie zdobyte ciężką pracą jest cenniejsze i bardziej szanowane.
A taka chwila jak ta, moment odpoczynku, spokoju i resartu jest bardziej doceniany.
Sobota, na termometrze ponad 20 stopni, lekki wiatr buja moimi włosami.
I TY. Trzymam Cię za rękę. Spoglądam na Ciebie nie dowierzając.
Ten dzień jest nasz, tylko ty i ja.
Co jakiś czas wtulam się w ciebie, zamykam oczy i otwieram sprawdzając czy to nie złudzenie.


 

 

Godności możemy się pozbyć tylko w jeden sposób - sami sobie ją odbierając.